Jaka jest funkcja lęku przed śmiercią? Lęk przed śmiercią jest reakcją atawistyczną, której celem jest ochrona życia. Bojąc się śmierci unikamy licznych niebezpieczeństw oraz odczuwamy silny opór przed wyrządzaniem sobie krzywdy. Lęk przed śmiercią stanowi zatem integralną część życia, mechanizm obronny służący nam do
Strach przed śmiercią [Porada eksperta] 2013-04-08 14:31. Od jakiegoś czasu zauważyłem u siebie paniczny strach przed śmiercią. Najprawdopodobniej jest to spowodowane nerwicą wegetatywną, gdyż miewam objawy związane z zaburzeniami rytmu serca. Strasznie się boję, że może być to spowodowane nowotworem mózgu!
religia bazuje na strachu człowieka przed śmiercią (albo wobec niej). Pytanie "Lemopodobne": czy zatem gdyby zlikwidować, np. przy pomocy środków farmakologicznych lub w ogóle technologicznych, na masową skalę strach przed śmiercią (np. przez likwidację jej świadomości), religia w ogóle straciła by sens?--
Kiedy rozpoczyna się umieranie, widać na ciele człowieka, że zbliża się kres. Czuje się obecność śmierci. Razem z chorym staje się u bramy, jest się świadkiem jego przejścia, ale samemu patrzy się na wszystko z perspektywy tego świata i własnego doświadczenia. Sama śmierć często jest ulgą. Gorszy jest proces umierania.
Nie jest to zachowanie dorosłych i dojrzałych osób, a tych, którymi kieruje strach przed powiedzeniem: „hej, ja mam inne zdanie”. To samo dotyczy relacji dwojga osób. Komplikacje zaczynają się, gdy zaczynamy okłamywać drugą osobą – nie ma znaczenia, czy to w kwestiach poważnych, czy błahych.
ciągły kaszel, który często jest gorszy w nocy – ale nie jest tak powszechny. Przyczyny zgagi nie są jasne, ale czasami jest ona spowodowana nadwagą, niektórym jedzeniem i napojami, takimi jak kawa i alkohol, stresem, paleniem lub ciążą. Jeśli mamy zgagę, warto spróbować do tych kilku rad: rzucić palenie, jeśli się pali;
FyKAH. Tanatofobia to lęk przed śmiercią. Choć wiele osób obawia się odejścia z tego świata, to jednak obawa ta najczęściej nie przeszkadza im w codziennym funkcjonowaniu, może nawet sprawiać, że bardziej świadomie żyją. Niekiedy jednak lęk przed śmiercią staje się tanatofobią - przybiera zbyt duże nasilenie i wymaga pomocy. Tanatofobia rzadziej występuje u seniorów po 65. roku życia niż wśród młodszych osób. Spis treściTanatofobia: przyczynyTanatofobia: objawyTanatofobia: leczenie Tantofobia to wyraz, który powstał z połączenia dwóch greckich słów - "thanatos", czyli śmierć i "phobis", czyli strach. Obawy dotyczące śmierci towarzyszą wielu ludziom we wszystkich kulturach. W końcu, mimo że niektórzy wyznają różne religie, tak naprawdę nie wiadomo, co dzieje się z człowiekiem, który umarł. Trudno zrozumieć, że jednego dnia ktoś może oglądać ulubiony serial, zjeść kolację, położyć się spać, a następnego dnia zniknąć. "Ktoś tutaj był i był/a potem nagle zniknął/i uporczywie go nie ma", jak pisała Wisława Szymborska. Żyjemy w świecie, w którym, paradoksalnie, lęk przed śmiercią często przybiera formę unikania tego tematu. "Nie mów mi nic o chorobach", "Nie chcę o tym myśleć, nie psuj mi nastroju" - mówią niektórzy. I choć taka postawa oznacza rezygnację z myślenia o nieodłącznej części życia, nie musi budzić niepokoju. Inaczej, gdy ciągłe myślenie o śmierci staje się utrudnieniem w codziennym funkcjonowaniu. Freud uważał, że tanatofobia powstaje na skutek lęków, poczucia braku bezpieczeństwa, którego człowiek doświadczył w dzieciństwie. Tanatofobia: przyczyny Tanatofobia może być spowodowana różnymi przyczynami. Warto dodać, że każdy z podanych niżej czynników może na pewnym etapie życia tak naprawdę dotyczyć każdego, jednak dopiero gdy staje się zbyt intensywny, powinien niepokoić. 1. Obawa przed nieznanym Obawa przed zmianami, przed tym, czego nie znamy, towarzyszy człowiekowi przez całe życie, jednak jedną z największych niewiadomych stanowi właśnie śmierć. Co więcej, nigdy nie wiadomo, kiedy ona nastąpi i nie ma możliwości poznania jej tajemnicy przed odejściem z tego świata, nikt nie zda relacji, jak było. 2. Obawa przed życiem wiecznym Ta przyczyna tanatofobii dotyczy osób wierzących. Z jednej strony myśl o życiu wiecznym może stanowić dla nich nadzieję, że jednak ludzka egzystencja po śmierci się nie kończy, ale z drugiej - jak będzie ona wyglądała? Obawa przed grzechem, niezasłużeniem na zbawienie może prowadzić do braku radości życia ziemskiego. Paradoksalnie, to ateiści mogą czerpać więcej radości z życia, żyjąc w przekonaniu, że ma się je tylko jedno. Czytaj też: Żałoba po bliskich: 4 fazy rozpaczy Co się dzieje ze zwłokami w szpitalu? Objawy raka przed śmiercią: jak umiera się na raka? 3. Obawa przed cierpieniem Czasem lęk wiąże się nie tylko z samym momentem śmierci, ale możliwym poprzedzającym ją cierpieniem i znalezieniu się w sytuacji pozbawionej nadziei - gdy jedynym "wyjściem" z tego cierpienia jest właśnie śmierć, na nic innego nie można liczyć. Lęk przed groźnymi chorobami ma nawet swoją osobną nazwę - nozofobia. 4. Obawa przed rozstaniem z bliskimi Nieuniknioną konsekwencją śmierci jest pozostawienie bliskich. Szczególnie osoby bardzo uporządkowane mogą się obawiać, jak oni sobie poradzą bez ich codziennej pomocy. Źródłem tanatofobii może być też obawa przed pozostawieniem po sobie nierozwiązanych spraw, długów, które mogą sprawić bliskim kłopoty. Taki lęk szczególnie często pojawia się też u młodych rodziców - np. ciężko chora osoba boi się, jak przebiegnie późniejsze życie jej małego jeszcze dziecka, które będzie musiało wychowywać się bez mamy/taty. 5. Obawa przed śmiercią dziecka Obawiać można się tego, jak rodzina poradzi z naszym odejściem, ale również śmierci bliskich, zwłaszcza dzieci, kojarzonych z niewinnością, bezbronnością. U młodego, szczęsliwego rodzica może pojawić się lęk, że jego dziecko umrze, nie będzie mu dane nacieszyć się życiem. Strach przed śmiercią często występuje u dzieci w wieku 6-7 lat. Jest on jednak wolny od towarzyszącym dorosłym lęków związanym z wierzeniami, ewentualną pośmiertną karą za grzechy. Dziecko obawia się trudnego do wyobrażenia stanu nicości i nie potrafi do końca zrozumieć, co może go spowodować. Jeszcze mniejsze dzieci - w wieku do około 14 miesięcy - nie potrafią zrozumieć, że jeśli ich główny opiekun na jakiś czas odejdzie, to wróci. Dla nich to odejście jest równoznaczne ze śmiercią mamy i taty, z pozostawieniem na zawsze. To tzw. lęk separacyjny. Tanatofobia: objawy Kiedy lęk przed śmiercią zaczyna przybierać postać tanatofobii? Gdy widok witryny zakładu pogrzebowego, karawanu, zniczy, wieńców, konieczność udziału w pogrzebie, wizyta na cmentarzu, a nawet przypadkowo zobaczony w telewizji program o np. balsamowianiu zwłok czy pracy patologa sądowego, wywołuje takie reakcje jak: duszności; kołatanie serca; nadpotliwość; przyspieszony oddech; trudny do opakowania, paniczny lęk. Tanatofobia objawia się również: unikaniem za wszelką cenę wyżej wymienionych miejsc; ukrywaniem swoich obaw przed otoczeniem; nieustannym myśleniem o śmierci, nawet bez kontaktu z wyżej wymienionymi czynnikami i pojawiającymi się w związku z tym trudnościami w codziennym funkcjonowaniu; błyskawicznym powiązywaniu informacji o chorobie bliskiej osoby czy dalszych znajomych z nieuniknioną na jej skutek, w mniemaniu osoby mającej fobię, śmiercią. Tanatofobia: leczenie Osoby panicznie bojące się śmierci zazwyczaj unikają rozmów na ten temat z innymi osobami, jednak jeśli chcą odzyskać radość życia, warto by samodzielnie szukały pomocy. Pomocna będzie wizyta u psychiatry bądź psychoterapeuty. Psychiatra diagnozuje problem, a psychoterapeuta prowadzi późniejszą terapię. Nie ma co się obawiać wizyty i opowiadania o swoim problemie - w końcu zanim ta wywołująca obawy śmierć nastąpi, warto jednak spróbować cieszyć się życiem.
Forum Libertarian ma swój regulamin. Fora Dyskusje różne Hyde-Park You are using an out of date browser. It may not display this or other websites should upgrade or use an alternative browser. Strach przed śmiercią Thread starter zoozgive Rozpoczęty 2 Styczeń 2015 #61 Czy ludzie powinni bać się śmierci? Odpowiedź na to pytanie w dużej mierze zależy od punktu widzenia. Inaczej wygląda to z punktu widzenia ewolucyjnego (biologicznego), inaczej z perspektywy antropologicznej czy psychologicznej. Założenia klasycznego ewolucjonizmu upatrywały dwóch równie ważnych interesów biologicznych organizmów żywych: zachowania życia i doboru naturalnego. Odwoływano się tutaj do instynktu samozachowawczego jako jednego z imperatywów w funkcjonowaniu człowieka (Darwin, 1859/1955). Zachowanie życia jest więc oczywistym, zdawałoby się, warunkiem doboru naturalnego, rywalizacji o zasoby czy reprodukcji. Ten sposób rozumowania uznaje się dziś w teorii ewolucji za anachroniczny. Nowe wersje ewolucjomzmu dokonały pewnej zmiany hierarchii ważności. Samo zachowanie życia traktowane jest jako drugorzędne w stosunku do imperatywu reprodukcji. Założenia nowej psychologii ewolucyjnej są dość jasne: wszystko to, co sprzyja propagowaniu własnych genów, jest lepsze od tego, co rozpowszechnianiu genów nie służy. Wszystko to, co nie przeszkadza propagowaniu genów, jest bardziej adaptacyjne od tego, co rozpowszechnianie genów utrudnia (Buss, 1985, 1996, 2001; Hamilton, 1964; Wilson, 1988; Wilson, 2000). Innymi słowy, z takiego punktu widzenia zachowanie życia ma sens wtedy, gdy bezpośrednio lub pośrednio służy propagowaniu genów. To rozróżnienie między pośrednimi i bezpośrednimi zabiegami propagowania genów wydaje się nadzwyczaj istotne. Bezpośrednie to oczywiście reprodukcja, płodzenie, rodzenie dzieci. Pośrednie to przyczynianie się do ewolucyjnych sukcesów posiadaczy własnych genów - dzieci, wnuków, krewnych. Przykładem takiego pośredniego działania na rzecz własnych genów jest tak zwany altruizm krewniaczy. W każdej z tych wersji inny jest sens pojęcia „instynkt samozachowawczy", inne są również konsekwencje dotyczące śmierci. W pierwszym, nazwijmy to, darwinowskim ujęciu teorii ewolucji śmierć ma znaczenie podstawowe, ponieważ jest sprzeczna z wartością najbardziej podstawową i autonomiczną zarazem - z życiem podmiotu. Z perspektywy neodarwinowskiej sprawa nieco się komplikuje, bo życie jest wartością instrumentalną, a nie autonomiczną. Własne życie ma sens biologiczny jako warunek konieczny propagowania genów. Życie cudze ma dla jednostki sens biologiczny wtedy, kiedy dotyczy to osobników mających te same geny. Innymi słowy, śmierć swojego jest z perspektywy biologicznej ważnym zdarzeniem, śmierć obcego zaś - niekoniecznie. W pewnych warunkach śmierć obcego może być nawet stanem korzystnym, na przykład na wojnie (Buss, 2001). Zdaniem neodarwinistów dobitnym tego przykładem jest dzieciobójstwo - gdy sprawca jest ojczym lub macocha. Kiedy umiera ktoś, kto nie rozpropagował swoich genów (dziecko, człowiek miody), jest to zjawisko szczególnie dramatyczne. Gdy śmierć dotyczy osobników, którzy swoje geny zdążyli rozpowszechnić, dramatyzm tego faktu jest znacznie mniejszy. Śmierć osób, które utraciły zdolność rozpowszechniania swoich genów, na przykład ludzi starych, z perspektywy ewolucyjnej jest zdarzeniem uzasadnionym. Można sie zatem spodziewać, że lęk przed śmiercią powinien występować z największą siłą u ludzi młodych, którzy nie mają potomstwa. Z mniejszą silą powinien występować u tych, którzy mają liczne rodzeństwo czy w ogóle wielu krewnych. Z najmniejszą zaś - u tych, którzy rozpropagowali swoje geny i zdolność reprodukcji juz utracili. Tak więc biologiczne powody do niepokoju związanego z własną śmiercią mają tylko ci, którzy nie zwiększyli puli swoich genów. Oznacza to, że z perspektywy ewolucyjnej lęk przed śmiercią nie powinien być zjawiskiem uniwersalnym, dotyczącym każdego z nas. Powinien być raczej zjawiskiem przejściowym, lokalnym. Powinien być uwarunkowany wiekiem. Powinien zależeć od płci. Czy tak jest istotnie? Czy nie pozostaje to w sprzeczności z psychologicznymi uwarunkowaniami lęku? Zobaczymy dalej, że sprawa nie jest prosta. Sięgnijmy do wyników badań. Pokazują one dość interesujące zależności. John W. Keller i jego współpracownicy, Dave Sherry oraz Chris Piotrowski, przebadali liczącą prawie 900 osób próbę złożoną z sześciu grup wiekowych; młodzi dorośli (18-23 lata), dorośli (24-29), wczesny wiek średni (30-37), wiek średni (38-44), późny wiek średni (45-59) i starość (60-87). Badali stosunek do trzech aspektów śmierci, takich jak ogólna ocena śmierci, wiara w życie pozagrobowe oraz lęk przed własną śmiercią. Dane dotyczące życia pozagrobowego są niejednoznaczne, ale w tym miejscu nas nie interesują (wrócę do tego później). W odniesieniu do obu pozostałych kryteriów ocen odnotowano zależność ujemną liniową - im starsze były grupy, tym mniejszy przejawiały lęk przed śmiercią. Szczególnie wyraźnie dotyczyło to lęku przed śmiercią własną (Keller, Sherry i Piotrowski, 1984). Robert Neimeyer i jego współpracowniczki Marlin K. Moore i Kathlecn J. Bagley, uzyskali podobne wyniki (Neimeyer, Moore i Bagley, 1988), James A. Thorson przeprowadził badania z bardzo dużą próbą, liczącą prawie 600 osób w wieku od 25 do 75 lat, dość zróżnicowaną wiekowo. Zastosował własną skalę lęku przed śmiercią. Korelacja między wiekiem a wskaźnikami lęku przed śmiercią była wysoka, natomiast analiza różnic między grupami wiekowymi pokazała wyraźnie, że im starsi są badani, tym mniejszy jest przejawiany lęk przed śmiercią (Thorson i Powell, 1988; Thorson, Powell i Tomer, 2000). Dane przedstawiono na rysunku Podobne efekty uzyskano na dwóch innych niezależnych próbach, badanych odrębnymi skalami leku przed śmiercią - w obu próbach korelacje między wiekiem a lękiem przed śmiercią były wysokie i ujemne. Im starsi byli badani, tym mniejszy lęk przed śmiercią przejawiali (Russac, Gatliff, Reece i Spottswood, 2007). Uzyskane wyniki mają zasięg ponadkullurowy. Anise M. S. Wu, Calherine So-kum Tang i Elsie C. W. Yan, badaczki z Macao, także potwierdziły negatywną korelację między lękiem przed śmiercią a wiekiem, tym razem u badanych chińskich (Wu i Tang, 2009). Daniel M. Fessler i C. David Navarrete badali próby amerykańskie i portorykariskie z podobnymi rezultatami. W obu wypadkach (choć - jak zaznaczają autorzy - stosunek do śmierci jest kulturowo odmienny w obu krajach) lęk przed śmiercią był ujemnie skorelowany z wiekiem (Fessler i Navarrete, 2005). W sporej liczbie badań porównywano grupy przeciwstawne. Na przykład James A. Thorson, którego badania cytowałem wcześniej, badał dwie próby. Pierwsza składała się z osób młodych (16-35 lat), druga - z osób starszych (65-92 lata). Osoby starsze wykazywały znacząco mniej lęku przed śmiercią niż młodsze (Thorson i in., 2000). Co ciekawe, przejawiały także mniej symptomów depresji. Nie wszystkie wyniki potwierdzają jednak to ustalenie, choć przyznać trzeba, że są to dane odosobnione. Robert A. Neimeyer, Marlin K. Moore i Kathleen J. Bagley, a także Stephen J. Depaola odnotowali brak korelacji miedzy wiekiem a lekiem przed śmiercią (dokładniej: była ujemna, ale nieznacząca), co może sie wiązać z faktem, że próba osób badanych składała się z ludzi raczej dojrzałych - średnia wieku wynosiła 69,4 (Depaola, Griffin, Young i Neimeyer, 2003; Neimeyer i in., 1988). Dane antropologiczne również mogą wskazywać na to, że lęk przed śmiercią nic jest zjawiskiem uniwersalnym i ponadczasowym. W znakomitej analizie zagadnienia Philippe Aries pokazuje, jak w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat zmieniał się stosunek do śmierci, jak trwoga przed śmiercią przeplatała się z fascynacją śmiercią, jak wreszcie kształtował się kult zmarłych w kulturze europejskiej (Aries, 1989). Dane te pokazują także, że lękanie się śmierci należy do normy we współczesnej kulturze Zachodu (Vovcile, 2008). Tego antropologicznego wątku, który wykracza poza ramy tej książki, nie będę jednak rozwijać. Pozostaje mi odesłanie do znakomitych źródeł (np. Aries, 1989; Bauman, 1998; Bortnowska, 1993; Di Nola, 2006; Janion, 2003; Vovelle, 2008, i in.). Fragment Łukaszewski W., Udręka życia, Sopot 2010, s. 23-26. #62 Ronbill Guest A jest się czego bać?? Śmierć jest czymś tak naturalnym i nierozłącznie przyspawanym do każdego tworu(!!) biologicznego, że jakikolwiek strach przed nią byłby czymś przerażająco irracjonalnym... - ale, są którzy wierzą, że jest jakieś niebo-czyściec-piekło... - oni - i owszem - mają wiele powodów, żeby się bać śmierci!!! ... a jeszcze, ich pasterze robią wszystko, żeby ten strach potęgować... #63 Ronbill Guest Śmierć może być też piękna Sam sobie "żyj" po śmierci jak chcesz. #64 barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm Kiedy umiera ktoś, kto nie rozpropagował swoich genów (dziecko, człowiek miody), jest to zjawisko szczególnie dramatyczne. Gdy śmierć dotyczy osobników, którzy swoje geny zdążyli rozpowszechnić, dramatyzm tego faktu jest znacznie mniejszy. Dlatego odjebkę znienawidzonego wroga poprzedzamy odjebką jego potomstwa. #65 krasnys Guest Zobaczyłem już początki podboju kosmosu, elektrownie atomowe, komputeryzację, internet itp. Nie ma potrzeby kolonizowania mógł wybierać, to wolałbym żyć w średniowiecznej Europie. Wtedy ludzie byli szczęśliwsi, przyjaźni, nie produkowali niczego w nadmiarze jak dziś. Ale to osobny temat. Kiedy miałem lat 20 to też mówiłem ,że śmierć mnie nie dotyczny. Teraz staruchemn jakimś nie jestem ale wszystkie swoje sprawy dot. spadku, pochówku po śmierci mam uregulowane i zyję sobie sobie jeszcze baba mnie uwiera ale to się skończy . Ostatnio edytowane przez moderatora: 3 Styczeń 2015 #66 A nie wydaje Wam się, że przeważnie, strach przed śmiercią wywołany jest strachem przed bólem jaki bardzo często towarzyszy umieraniu? Bo jakoś nie chcę mi sie wierzyć, ze ludzie tak bardzo się boja tego, że nie przekazali gena następnym. Ostatnia edycja: 3 Styczeń 2015 #67 Xynoslav Paleoagentarianin, Transferysta A nie wydaje Wam się, że przeważnie, strach przed śmiercią wywołany jest strachem przed bólem jaki bardzo często towarzyszy umieraniu? Bo jakoś nie chcę mi sie wierzyć, ze ludzie tak bardzo się boja tego, że nie przekazali gena następnym. A ja myślę, że to pierwsze działa w świadomości, a to drugie w podświadomości (czy wręcz w nieświadomości), ale oba pasują. A wiesz, że napisano (nie pamiętam kto i kiedy) dość skromnych rozmiarów książkę, w której autor dowodzi, że śmierć to tylko ekspresja genów, a ta z kolei zależy od postawy mentalnej. Krócej: koleś wierzył, że śmierć sami sobie wmawiamy. Kumpel ją czytał, ja nigdy nie miałem okazji (czytam głównie Stephena Kinga i od tego stopniowo głupieję). Generalnie, jakaś szczypta zasadności w tym jest, bo psychiczna postawa rzutuje na wiele organicznych procesów, nierzadko fundamentalnie (vide śmierć voodoo w społecznościach tabuistycznych). Podoba mi się ta idea, doświadczenie śmierci w otoczeniu sprawia, że ją przyswajamy, poznajemy, a ona siedzi w nas już do końca życia - póki się nie ujawni. Mi się marzy śmierć w wieku 100-kilku lat i kiedy już zacznę poważnie chorować, zamiast umrzeć w cierpieniu, bezboleśnie w wypadku samochodowym. #68 #69 A nie wydaje Wam się, że przeważnie, strach przed śmiercią wywołany jest strachem przed bólem jaki bardzo często towarzyszy umieraniu? Bo jakoś nie chcę mi sie wierzyć, ze ludzie tak bardzo się boja tego, że nie przekazali gena następnym. Ja osobiście nie boję się bólu który towarzyszy umieraniu. Przeraża mnie za to świadomość "nie-istnienia" czyli nie moc obserwowania i uczestniczenia w dalszym życiu. #70 #71 #72 #73 Xynoslav Paleoagentarianin, Transferysta Nie mogę powiedzieć że jestem tego w 100% pewien, ale większość faktów przemawia za tym że po śmierci czeka nas pustka. Jakich znowu faktów? Coś przeoczyłem? Nie ma żadnych faktów, czy czeka nas pustka, czy niebo -- piekło, czy reinkarnacja, może być każda z tych rzeczy. A może wszystkie opcje jednocześnie są prawdziwe? Jednych czeka pustka, drugich reinkarnacja, innych piekło. Pośmiertny elitaryzm! Cholera, ty nie możesz tego wiedzieć. #74 Att Manarchista Jakich znowu faktów? Coś przeoczyłem? Nie ma żadnych faktów, czy czeka nas pustka, czy niebo -- piekło, czy reinkarnacja, może być każda z tych rzeczy. A może wszystkie opcje jednocześnie są prawdziwe? Jednych czeka pustka, drugich reinkarnacja, innych piekło. Pośmiertny elitaryzm! Cholera, ty nie możesz tego wiedzieć. Ośmielę się stwierdzić, że wiara w to, że po śmierci nasza jaźń będzie doświadczała pustki, reinkarnacji czy też piekła, wynika z niezrozumienia, czym jest jaźń. Jeśli ja mam po śmierci odczuwać nicość albo wieczne cierpienia albo życie w nowym ciele, to w jakim sensie to wciąż będę ja? Co jest tym szczególnym wyznacznikiem, który pozwala nam stwierdzić "to jestem Ja, to jest Ktoś Inny"? #75 Xynoslav Paleoagentarianin, Transferysta Przede wszystkim, większość łapie się na tym prostym błędzie logicznym - gdyby to była rzeczywista nicość, to nie mogliby jej odczuć! #76 jaskółka Guest Śmierć to początek nowego prawdziwego życia, czego się bać?Trzeba się tylko modlić o dobrą śmierć. #77 a nie łatwiej zamiast sie modlić, samemu se o takową zadbać i to jak najszybciej, bo po co marnować czas na to nieprawdziwe życie? #78 Śmierć to początek nowego prawdziwego życia, czego się bać?Trzeba się tylko modlić o dobrą śmierć. Dowody? #79 Dobra śmierć? A gorsza to... spotkanie uzbrojonego Krzysia w przypadku lewaka? #80 barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm Gdybym był wierzącym katolikiem, to bym rozdał wszystko i pojechał w jakąś strefę wojenną, by nawoływać do pokoju, wynosić rannych i osłaniać innych własnym ciałem przed kulami i odłamkami. Jaskółka, na co czekasz? czego się boisz? Pytanie o jaźń jest dardzo dobre. Wyobraźmy sobie, że wynaleziono maszynę do teleportacji ludzi. Działa ona tak, że skanuje człowieka co do cząstek subatomowych, a następnie go niszczy i jednocześnie przesyła informacje o jego budowie do innej oddalonej maszyny, która go wiernie odbudowywuje łącznie ze stanem impulsów w mózgu. Wchodzisz do maszyny i co się dzieje? Ten co wyjdzie będzie uważał, że on jest tym samym, który wszedł. Ale czy ten co wszedł zginął? Ostatnia edycja: 3 Styczeń 2015 Fora Dyskusje różne Hyde-Park Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.
Witam, od pewnego czasu częścią mojego życia stał się paraliżujący strach przed śmiercią, który ostatnio bardzo się nasilił. Bardzo się jej boję. Non stop myślę o tym co będzie po niej i to doprowadza mnie do szału. Chciałbym bardzo wierzyć, że po śmierci będzie szczęście, drugie życie, brak zmartwień, kochający Bóg, ale jakoś nie mogę do końca w to uwierzyć. Nawet wizja takiego życia po życiu nie pociesza mnie. W tym bezgranicznym szczęściu nie widzę tej radośći. Ciągle czytam na internecie różne informacje typu "czy po śmierci coś jest", "paniczny strach przed śmiercią" i naczytałem się wiele opinii. Bardzo często pojawia się wizja nicośći po śmierci. Doprowadziło mnie to do cholernego lęku. Ciągle próbuje sobie wyobrazić, że po smierci moze mnie po prostu nie być. Przypomniałem sobie swoją operację z wakacji. Pamietam jak leżalem na stole operacyjnym i podawali mi narkozę. Dosłownie za sekundę nastąpił przeskok do budzenia się, podczas gdy tak naprawde minęło kilka godzin. Wyobrazam sobie ze smierc to wlasnie taki stan bezswiadomosci. Wszystko co istniało we mnie nagle znika i nie ma nic. Miliardy lat to sekunda a mnie nie ma. Wydaje mi sie ze wszyscy jako ludzkosc jedziemy jakims samochodem szczelnie zamknietym bez hamulcow i kierownicy, a na koncu drogi jest przepasc i wszyscy ku temu dążymy. Mam wspaniałą dziewczynę i przeraża mnie to, że kiedyś po śmierci zostaniemy rozdzieleni na zawsze i nigdy nie będziemy mogli być już blisko. Wszystkie plany, romantyczne chwile, miłość, łzy to kiedyś umrze. Nie będzie nic. Nie będzie świadomośći. Czuję się strasznie samotny, w domu nie mam żadnego wsparcia i z nikim nie mogę porozmawiać. Nie czuję się związany emocjonalnie z matką, nigdy nie byłem. Nigdy nie mowilismy sobie kocham Cie itp. (ojciec nie żyje, z reszta rodziny brak kontaktu) Czuje sie uzalezniony emocjonalnie od mojej dziewczyny i wizja tego ze smierc to wszystko skonczy wywoluje u mnie cholerną panikę. Dzisiaj zmarła jej ciocia, a ja ciągle jestem podwójnie przez to sparaliżowany. Cały dzien mysle co sie z nia teraz dzieje, czy jej swiadomosc istnieje, czy moze jest u Boga, moze jej nie ma i jest jak podczas śpiączki - czyli nic. Jest to cholernie straszne. Najgorzej jest w godzinach 15-18. Codziennie płaczę jak bóbr, wręcz ryczę. Trzęsę się i mam wrażenie jakbym się miał zaraz to wszystko zatrzymać, ale nie da się. Każdy dzień to coraz bliżej do tej śmierci. Dodatkowo strach przed smiercia pojawil sie takze w SNACH! Nawet w nich jako ja potwornie sie tego obawiam. Boje sie ze nic juz nie bedzie i nigdy juz ze swoja dziewczyna sie nie zobaczymy i nasza swiadomosc przestanie istniec. Czesto moje serce bije mocniej, oddeh jest coraz głębszy, częstszy, zaczynam chodzić po mieszkaniu, czasem muszę z domu wyjść. Po fali rozpaczy i płaczu przychodzi pewne otumanienie i stłumiony strach siedzący we mnie w środku czekający na kolejny atak. To mnie wykańcza. Nie potrafię normalnie żyć, bardzo chciałbym wierzyć w 100% ze po smierci jest cudownie i kiedys zobacze sie z moja dziewczyna tam, ale nie potrafie. Dostaje do głowy (jak juz nie dostalem). Nic mnie nie cieszy kompletnie, czuje ze moje zycie ucieka, zbliza sie do smierci. Moje bardzo ambitne plany runęły. Nie dbam o swoje zdrowie, nie widzę w tym zadnego sensu. Nie potrafie. To co kiedys sprawialo mi radosc (planowanie wspolnego zycia z dziewczyna, sport, muzyka, nauka, planowanie kariery, gry komputerowe) zniknęło. Nic, kompletnie. Nie potrafię niczego zrobić. Wydaje mi się ze swiat to jakas iluzja, a kazdy smieje sie jak glupi do sera, szuka szczescia w zyciu. Przeciez i tak czeka nas smierc, ktorej sie tak panicznie boje (a raczej stanu mojego i dziewczyny po niej i rozłąki z nią). Ciągle wyobrazam sobie ze ludzie moga cierpiec przeze mnie np. moja matka (mimo iz nie mam z nia dobrych relacji). Jest osoba gleboko wierzaca w Boga, modli sie, wierzy w zycie pozaziemskie. A ja mam ochote podejsc do niej i wykrzyczec "PRZECIEŻ TO MOŻE BYĆ NIEPRAWDA! BARDZO MOŻLIWE, ŻE TAM NIE MA NIC, JEST BRAK ŚWIADOMOŚCI. DLACZEGO SIĘ POŚWIĘCASZ TEMU WSZYSTKIEMU?" Nachodzą mnie myśli, żeby np. całe swoje pieniądze jej oddać, bo inaczej będę winny. Nie wyobrażam sobie co będzie po śmierci kogokolwiek, kogo znam. Przede wszystkim smierci mojej dziewczyny, matki, siostry, swojej. Paralizuje mnie to cholernie. Boje sie ze sie rozstaniemy na zawsze a wszsytkie uczucia, milosc to kropla we wszechswiecie nic nie znaczaca, ktora zniknie po naszej smierci razem z nami i swiadomością. Jestem strasznie osamotniony. Ciagle wmawiam sobie, ze mam jakiego raka itp. Dodam, że mam DOPIERO 18 lat. W tym roku piszę maturę, a wiem że w takim stanie nic nie moge zrobić. Niegdys wzorowy uczeń, obecnie ledwie przeciętny. Byłem u psychiatry (ok. miesiac temu), gdy objawy były mniejsze niż teraz. Dostałem lek TRITTICO CR 75 MG. Lek w ogóle już nie działa (początkowo po tygodniu było lepiej, zmotywował mnie chociazby do nauki i poprawil nastroj, ale potem przestal dzialac). Konczy sie juz, wiec musze isc na nastepna wizyte. Bardzo prosze o jakies slowo wsparcia, jesli doszliscie do konca tej lektury. Nie mam już żadnych sił z tym walczyć, boje sie ze wyladuje w szpitalu. Czy moge z tego wyjsc? Czy jest mozliwe to w ogole? Nie mam juz zadnych nadziei. Czy jakies inne leki moga mi pomoc. Czy ktos mial podobnie jak ja i z tego wyszedl? Bardzo prosze o jakiekolwiek wsparcie
Witam. Po miesiącach poczytywania tego forum zdecydowałam się napisać. Mam 37 lat. Mam normalną rodzinę, niby szczęśliwe, dostatnie życie. Jednak to tylko pozory... Na nerwicę lękową zapadłam 12 lat temu. Wówczas objawiła się ona silną somatyzacją - miałam niemal wszystkie objawy SM. Lęk przed tą choroba tak mną zawładnął, że 2 mce leżałam w łóżku z lekko drętwiejącą nogą, parestezjami, zaburzeniami widzenia, zawrotami, bólami stawów i mega lękiem. Objawów było multum, jakieś szytwnienia karku (bałam sie zapal. opon), zaburzenia chodu, po prostu cuda na kiju, codzienne, wlekące się miesiącami. No i straszna agorafobia. W końcu z płaczem umówiłam sie do psychiatry - diagnoza nerwica lękowa, depresja - Bioxetin przez roku i ustapienie 99% objawów. Poczułam się tak wspaniale, że na własną rękę odstawiłam. Objawy zaczęły powoli wracać ale juz inne... Siadł mi brzuch. Nie będę opisywać. Było znowu źle. Lęk przed nowotworami. I tak latami zyję w codziennym spięciu, napięta szyja, barki uniesione, szczękościsk (aż do problemu ze stawem żuchwy i złamaniem zęba), stałe poczucie zagrożenia, budzenie się ze strachem, bezsenność, wędrujące bóle mięsni, stawów, drętwienie lewej dłoni, drętwienia nocne (które mnie lękowo powalają), jakieś wędrujące kłucia w stopach, potem dreszcze, ciarki, bóle mięsni ud, pojawiające się i zupełnie znikające. 2 lata temu bóle brzucha po prawej stronie (zyłam w przeswiadczeniu, ze mam Crohna, potem raka wątroby, jelita, żołądka..badania wychodziły dobrze - przeszło samo w styczniu) Te bóle pod żebrem zmarnowały mi miesiące zycia. Były codziennie! byłam pewna że umieram. Przesżłam psychoterapię (35 spotkań), która nic nie dała - terapeutka cyt."nie wiem co z panią zrobić". Załamałam się, wzięłam znowu Bioxetin i Triticoo, odstawiłam bo było bardzo źle. Nie pomogły. Załamałam sie dokumentnie twierdząc, ze to pewnie jakaś choroba organiczna a nie nerwica. W 2012 przeszłam piekło, mój kochany brat się powiesił, byłam wtedy w ciązy...w kwietniu tego roku moj tata zachorował na raka pęcherza (dostałam wówczas częstomoczu, po 60 razy dziennie). ogólnie jestem bardzo wrażliwa od dziecka, miałam trudne dziecinstwo, strasznie wymagających rodziców. jestem DDA. Ojciec mnie dotkliwie bił (co prawda rzadko ale jednak), poniewierał, jego cynizm i poniżanie mnie niszczyły...o dziwo teraz jest "dobrze". Zoastałam przeproszona...jestesmy piękną rodzinką hehe. Matka nigdy nie broniła, jest pod butem ojca. Bylismy sami...takie poranione dzieciaki z blokowiska żyjące na dobrym poziomie materialnym wiec jak tu mieć pretensje?? I ostatnia rzecz... Od 2 miesięcy dopadło mnie pieczenie w jamie ustnej. Rano jest OK, nasila sie do wieczora aż do zasniecia kiedy to piecze najbardziej. Periodontolog nic nie znalazł. Bardzo ale to bardzo się boję sie zesp. Sjogrena (mam Hashimoto więc dobrałam sobie, ze pewnie mam to) - wydaje mi się mam suchośc w ustach, czasem pieką oczy, dołozyłam sobie pobolewanie kolan, nadgarstka tzn. dr Google mi to stwierdził. Czytałm w Google jak oszalała. To moje NATRĘCTWO. Musze to robić codziennie, po kryjomu z komórki itp... Mąż ma dość, nie panuję nad domem, córki sa odtrącone bo ja umieram codziennie. Starsza 13l. też ma nerwicę. Przeze mnie:( Zyjemy w domu chorobami, płaczę publicznie i każę się pocieszać, pytam czy mają to co ja - to żenada. Mierzę sobie temp. codziennie, ważę się, oglądam, 36,8 konczy się histerią. pisałam w kwietniu ojcu zdiagnozowano raka (bezobjawowego) co mnie dobiło, byłam pocieszycielem rodziny, potem operacja, pocieszanie panikującej mamy, cięzko było. Oprócz częstomoczu nie miałam nic. Aż dziwne!!! Zaczęło się w lipcu/sierpniu... Znowu lęk przed SM; drętwienia, bóle ud, parestezje, i to pieczenie, którego boję się panicznie. W chwili obecnej nie mam powodów do stresu...ojciec po operacji, zdrowy...wyjaśniłam z rodzicami wiele kwestii, jest aż za dobrze. I tego boję sie najbardziej. Matka mi wpoiła, ze gdy jest za dobrze to musi się coś wydarzyć. W stylu "nie smiej się za dużo bo będziesz jeszcze płakać" To powiedzenie u nas królowało. Nie jestem juz w stanie się badać - mam biegunke na myśl o laboratorium. A powinnam. listę parametrów do zbadania zrobiłam sobie ogromną:((( Wypieram myśl o psychiatrze bo mam pewnosc że mam inną fiz. chorobę. Mam zbyt wiele objawów, które nie są atakami tylko sa wolnopłynące, długotrwałe. Do tego stały lęk o zdrowie, życie. Jak widzicie to z zewnątrz? Czy mam brac np. Xanax (mam 1 op.) i zmusic się do badań? Piecze mnie czubek języka, i dno jamy ustnej (nie mam tam żadnych zmian). Ten objaw mnie dobija, boję się go i jest codziennie. W o góloe jestem juz chyba przegrywem. Wielu obj. nie wymieniłam np. sercowych, bo książka by z tego wyszła... Poradźcie coś. . Ostatnio mam mysli by sie nażreć tabletek i zakończyć to całe g... Tylko szkoda mi dzieci.
Strach przed śmiercią na ogół przychodzi z wiekiem. Żegnając bliskich z rodziny lub znajomych, często dociera do nas, że nie jesteśmy nieśmiertelni. Jednak reakcje na takie myśli są bardzo różne. Bywa, że lękprzed śmiercią wprowadza w nasze życie pewnego rodzaju ostrożność. Często jednak boimy się o życie osób nam bliskich, a nie nasze własne. Taka sytuacja jest o tyle trudniejsza, że rzadko kiedy możemy wpłynąć na sposób i jakość życia osób trzecich. spis treści 1. Istota lęku 2. Czy można przygotować się na śmierć współmałżonka? 3. Jak radzić sobie ze strachem przed śmiercią? 4. Jak wspierać umierającego partnera? rozwiń 1. Istota lęku Lęk jest normalnym składnikiem życia każdego człowieka. Jego wpływ na życie danej osoby zależy od wielu czynników. Ważną kwestią nie jest to, czy ktoś doświadcza lęku, czy nie, lecz w jakim stopniu i jak często to u niego występuje. Lęk może być zarówno destruktywny, jak i pomocny w działaniu człowieka. Przyczyną odczuwania lęku, zależnie od osoby, może być wszystko. Często wydaje nam się, że czyjś strach jest irracjonalny, bo odnosimy go do swoich procesów poznawczych. Są sytuacje, w których wydaje nam się, że dany człowiek nie powinien się czegoś bać i nie rozumiemy jego reakcji. W innym przypadku dajemy komuś pełne przyzwolenie, na odczuwanie strachu. W ocenie sytuacji lękowej, bardzo duże znaczenie mają przeżyte doświadczenia, jak i umiejętność realnego zagrożenia. Oglądając w domu film o pająkach, możemy stwierdzić, że się ich nie boimy. Zdanie jednak możemy zmienić, spędzając swój urlop w lesie pod namiotem. Tak więc wiele zależy od tego, w jakim stopniu czynnik wywołujący stres jest nam bliski. Wydawałoby się zatem, że w przypadku tematu śmierci, podobnie jak w przypadku strachu przed chorobą, wszyscy ludzie są w „strefie zagrożenia”. Każdy człowiek w jakimś stopniu zdaje sobie sprawę, że kiedyś umrze. Mimo to, nasze reakcje na ten problem są bardzo różne. Zobacz film: "Co wpływa na pewność siebie?" 2. Czy można przygotować się na śmierć współmałżonka? Śmierć bliskiej osoby to niezwykle dramatyczny moment. Jest przeżywany jako ogromna, potężna strata dla tego, który zostaje. Zwykle wcześniej mamy możliwość zauważyć jakieś symptomy, które wprowadzają w nas niepokój odnośnie życia naszego partnera. Tak się dzieje, w przypadku gdy nasz bliski przechodzi ciężką chorobę, lub jest już w zaawansowanym wieku. Teoretycznie w takim przypadku mamy czas na „przygotowanie się” do pożegnania z naszym bliskim. Według psychologów taka sytuacja, jest łatwiejsza niż wtedy, gdy śmierć kogoś bliskiego przychodzi w sposób niespodziewany i zaskakuje nas. Wśród czynników wywołujących stres, śmierć współmałżonka zajmuje pierwsze miejsce. To wyjątkowo ciężkie przeżycie, z którym trudno sobie poradzić. Może przerodzić się w depresję wymagającą pomocy specjalisty. Wiele zaawansowanych wiekiem małżeństw wprowadzają między sobą pewnego rodzaju „licytację” opowiadając sobie wzajemnie o tym, kto pierwszy umrze. Jest to pewnego rodzaju sposób na poradzenie sobie z niepokojem przed stratą współmałżonka. Dzięki temu łatwiej jest im wtedy mówić o własnej śmierci, bo tak naprawdę odczuwają niepokój przed tym, że zostaną sami. Wypierają informacje o możliwej rychłej śmierci bliskiej osoby. 3. Jak radzić sobie ze strachem przed śmiercią? Zwykle ze strachu przed śmiercią staramy się o niej nie myśleć. Natomiast wypieranie faktu, że śmierć istnieje może powodować jeszcze większe problemy. Jeżeli nie podchodzimy do śmierci w sposób świadomy, a zamiast tego zaprzeczamy jej istnieniu, to ta powodująca strach myśl nie znika, tylko wraca do nas w innej postaci, na przykład lęki, różnego rodzaju fobie, natrętne myśli czy koszmary senne. Zatem o śmierci trzeba myśleć. Można spróbować nadać jej filozoficzny, transcendentalny wymiar i w ten sposób niejako oswajać się z nią. Natomiast nie należy się nią zamartwiać. Pogodzenie się z tym, że w każdej chwili każdy z nas może odejść, daje możliwość życia chwilą obecną. To wspólne bycie tak należy traktować. Cieszyć się tym, co jest teraz. Im jesteśmy starsi, tym jesteśmy bliżej odejścia z tego świata. Jednak ciągłe, uporczywe rozmyślanie o nieuchronnym końcu jest zabieraniem sobie cennych chwil. W ten sposób niewiele zyskujemy. Wchodzimy w stany obniżonego nastroju. Zawczasu zaczynamy się żegnać z partnerem i z naszym życiem. W ten sposób nie dajemy sobie szansy na przeżywanie go do końca. 4. Jak wspierać umierającego partnera? Często zadajemy sobie pytanie, czy powinno się umierającemu mówić o tym, że wiemy o jego stanie. Są różne zdania na ten temat. Z jednej strony przyjmujemy, że dla dobra chorego, nie powinno się mówić o tym, jak ciężki czy wręcz beznadziejny jest jego stan. Wydaje się nam, że to jest zbyt przygnębiające dla umierającego. Z drugiej strony jednak świadome umieranie może być dla człowieka większą wartością, niż niespodziewana śmierć. Chory ma w tym wypadku czas, by pożegnać się ze swoim życiem i bliskimi. Potrzebujesz konsultacji z lekarzem, e-zwolnienia lub e-recepty? Wejdź na abcZdrowie Znajdź Lekarza i umów wizytę stacjonarną u specjalistów z całej Polski lub teleporadę od ręki. polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Magdalena Boniuk Seksuolog, psycholog, terapeuta młodzieży, dorosłych i rodzin.
strach przed smiercia jest gorszy niz ona sama