Posłuchaj legendy "O Piaście Kołodzieju i tajemniczych wędrowcach". Wydarzenia opisane w legendzie miały miejsce w dawnych czasach, w okolicach Kruszwicy. Na ziemi polskiej mieszkało wtedy plemię Słowian. Rządy sprawował tu bogaty i okrutny władca - Popiel, który za nic miał prawa pozostawione przez przodków.
„Legenda o Pannie Piotrkowskiej” to najnowsze słuchowisko zrealizowane przez Soundsitive Studio. Słuchowisko powstało na podstawie legendy „Jak to było z panną Piotrkowską, czyli narodziny łódzkiej Pietryny”, pochodzącej ze zbioru „Łódź w baśni i legendzie”, wydanego przez Wydawnictwo Literatura.
Ballada o Januszu i Sarze (legenda o Łodzi) Łódź, podobnie jak inne większe miasta, ma swoją legendę dotyczącą powstania jej nazwy. Twórcą tego miana ma by, według opowieści gminnej, chłop Janusz, który potem stał się również pierwszym łódzkim sołtysem.
Legenda (pochází z latinského legenda, což znamená „věci určené ke čtení“) je epický literární žánr, pojednávající o životě, smrti, mučení a zázracích určitého světce či mučedníka, příp. ostatků nebo svatého předmětu (legenda o sv. Kříži). V legendách se vyskytují zázraky a postavy křesťanské
Legenda o powstaniu nazwy miasta. Twórcą nazwy "Łódź" miał być, wedle legendy, chłop o imieniu Janusz. Po tym, jak otrzymał wezwanie do wojska, postanowił uciec z osady pod Łęczycą, gdzie zamieszkiwał. Przed ucieczką postanowił jednak udać się po raz ostatni na polowanie.
Linki pomiędzy różnymi wersjami językowymi znajdują się na górze strony, naprzeciw jej tytułu. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. Polska. ul. Pabianicka 62, 93-513 Łódź. Wojewódzkie Wielospecjalistyczne Centrum Onkologii i Traumatologii im. Mikołaja Kopernika w Łodzi – szpital w Łodzi
ZcRcc. Łódź jest trzecim najliczniejszym miastem w Polsce i czwartym pod względem wielkości. Umiejscowienie miasta sprawia, że czasami ginie w cieniu Warszawy. A trzeba wiedzieć, że przed przemianami polityczno-gospodarczymi w 1989 roku był to główny ośrodek przemysłu włókienniczego i filmowego. Obecnie uchodzi za miasto akademickie (6 uczelni publicznych i 22 niepubliczne), sporo się w nim też dzieje pod względem kulturalnym, a także przemysłowym. Ale skąd taka nazwa dla miasta znajdującego się w środkowej Polsce? Nazwa a legenda o Januszu Piotrowicu Janusz Piotrowic jest postacią autentyczną i był pierwszym sołtysem ówczesnej Łodzi oraz Widzewnicy. Jest także bohaterem legendy, którą głosili mieszkańcy obu miejscowości. Według niej Janusz Piotrowic zbiegł z grodu w Łęczycy i podążał w górę rzeki Bzury. Droga obfitowała w różne utrudnienia – krzaki, błoto, liczne płycizny. Przy źródle Bzury znalazł ścieżkę prowadzącą do innej rzeczki zwanej wówczas Starą Strugą, a obecnie Łódką. Niestety przeprawa był równie ciężka z powodu zniszczonej łodzi i świętego obrazu, który mu ciążył przypasany do boku. Zmęczony zatrzymał się, wyszedł na brzeg, wdrapał się na pobliski pagórek i rozejrzał dookoła. Postanowił spędzić tam noc, ponieważ okolica wydawała mu się niezwykle spokojna. Po zmroku zerwała się rzęsista ulewa. Bohater odwrócił spodem do góry swoją łódź i skrył się pod nią, by tam przeczekać trudne warunki. Rankiem, gdy miał ruszać w dalszą drogę, usłyszał dziwny głos z puszczy, który obiecywał dostarczyć drzewa do budowy domu i zwierzyny do przeżycia. Piotrowic postanowił osiąść w miejscu obozowiska. Zaczął budować pierwszy dom, a swoją zniszczoną łódkę, która początkowo była jego domem, zostawił na pamiątkę. Kilka lat później w pobliskiej wsi poznał dziewczynę, z którą miał dzieci. W miarę upływu lat rodzina się rozrastała, a chat przybywało. W piątym pokoleniu osadę nazwano Łodzią na pamiątkę przygód jej założyciela. Herb Łodzi Symbolem miasta Łódź jest drewniana łódka z wiosłem na czerwonym tle. Historię łódki już znamy, ale dlaczego akurat czerwone tło? Z tym wiąże się kolejna legenda. Dawno, dawno temu w granicach osady łódzkiej, a dzisiejszego Parku Helenów, mieszkał pewien pustelnik, dawniej rycerz i zawadiaka. W lesie spotkał dziewczynę, która się tam ukrywała, ponieważ została skazana na śmierć za podejrzenie o uprawianie czarnej magii. Zaprzyjaźnili się i zamieszkali razem. Po pewnym czasie znaleźli ich pachołkowie króla. Chcieli aresztować kobietę, ale na ich drodze stanął pustelnik. Niestety zabili go, a jego krew trysnęła na dawną zbroję i tarczę. Na pamiątkę tego zdarzenia tło herbu jest czerwone. O autorze Marek
Wysokie drzewa, gęste zarośla i liczne rzeki sprawiały, że teren był trudny do przebycia i mało znany... LEGENDA O ZAŁOŻENIU ŁODZI Magdalena Pawlak Dawno, dawno temu, kiedy w Polsce rządzili władcy z dynastii Piastów, obszar obecnego miasta porastała puszcza. Wysokie drzewa, gęste zarośla i liczne rzeki sprawiały, że teren był trudny do przebycia i mało znany. Pewnego dnia jedną z tych rzek, w niewielkiej łódce, płynął Janusz. Kim był? Dziś trudno ustalić… Jedni mówią, że rycerzem pokonanym w pojedynku na łęczyckim zamku, inni że najmłodszym synem chłopa z okolicznych wsi, który nie miał szans na otrzymanie gospodarstwa w spadku po rodzicach. Niezależnie od swego pochodzenia, Janusz postanowił poszukać szczęścia w nowym z nurtem rzeki od bladego świtu, aż łódka osiadła na płyciźnie. Zbliżał się już wieczór, więc Janusz postanowił przenocować na pobliskim brzegu. Nie zdążył jednak zbudować szałasu, gdyż nagle nadeszły chmury i rozpętała się burza. Zaradny mężczyzna wziąwszy kilka ściętych już konarów, oparł na nich odwróconą do góry dnem łódkę. Pod takim „dachem” spędził kiedy deszcz ustał, Janusz uważnie rozejrzał się dookoła. Okolica bardzo mu spodobała się. Rosły drzewa, z których można było zbudować solidny dom. W rzece pływały ryby, na pobliskiej polanie rosły jagody i poziomki, a w koronie drzewa na jej skraju swoją barć założyły dzikie pszczoły. Janusz postanowił w miejscu swojego pierwszego noclegu postawił chatę. A gdy już się zagospodarował zaczął coraz lepiej poznawać okoliczne jesiennego dnia wybrał się na polowanie. Tropiąc zwierzynę usłyszał płacz. Słuchając głosu dotarł na polanę. Pod drzewem ujrzał nieznaną Co robisz sama w lesie? – odezwał się Zbierałam grzyby i się ten sposób Janusz poznał Gosławę, mieszkankę nieodległej wsi Bałuty. Podczas zimy czasem spotykał ją w lesie zbierającą chrust. Z czasem poznali się lepiej, zakochali w sobie i zostali małżeństwem. Gosława zamieszkała wraz z Januszem w jego chacie. Domostwo dało początek nowej osadzie, gdyż po latach w sąsiedztwie swoje domy wzniosły dzieci, a potem wnuki Gosławy i Janusza. Powstałą wioskę, na pamiątkę przypłynięcia przez jej protoplastę łódką, nazwano Łodzią. Fakty historyczne:Janusz to pierwszy odnotowany w źródłach sołtys wsi Lodzia/Łodzia. Jest postacią historyczną. Wymieniony jest w dokumentach pochodzących z XIV w., jednakże poza imieniem i pełnioną funkcją, nie jest wiadomo kim był i skąd pochodził. (utwór inspirowany legendą Zdzisława Konickiego, O łodzi Janusza i założeniu osady nad rzeką Łódką[w:] Idem, Dziwy nad Łódką. Łódź w legendzie – anegdocie – dowcipie, wyd. PRO DEO ET ARTE, 1992) źródło ilustracji: "Giewont. Ilustrowane czasopismo poświęcone sztuce, literaturze i sprawom rozwoju uzdrowisk", nr 3 Łódź – Zakopane, styczeń-marzec 1928 r. Tagi: Legenda o powstaniu Łodzi, Łódź i okolice, pomniki przyrody, Łódź bajkowa, co warto zwiedzić w Łodzi, atrakcje Łodzi
Najlepsza przesyłka dla Twojej Książki! Szybka i tania Przesyłka Biznesowa Poczty Polskiej:√ zawsze 7,5 zł (przedpłata) lub12 zł (pobranie) bez względu na ilość zamówionych pozycji√ w cenie powiadomienie SMS (tzw. pre-awizacja na tel. komórkowy)√ szybkość dostarczenia przesyłek (porównywalna z kurierskimi)Odbiór osobisty w Łodzi:Pn. - Pt. (mapka dojazdu)Wpłatę za zmówienie prosimy uregulować do 7 dni. Wypełnij formularz dostawy, dziękujemy. Sienkiewicza 56 (lewa oficyna)Łódź 90-058tel. 42 6310711 kom. 514113128 Autor Janusz StępowskiTytuł Legenda o masztowej sośnieRok wydania 1979Wydawnictwo Morskie Projekt okładki, obwoluty Jan Misiek Format W: 17 Sz: 11Rodzaj oprawy twardaLiczba stron 64Stan pozycji dobry
zapytał(a) o 20:23 Legenda Łodzi Odpowiedzi Tarotka odpowiedział(a) o 00:23 Legenda Janusza czyli skąd pochodzi nazwa miasta Łódź O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi. U źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Starą Strugą. Janusz przeciągnął po tych błotach swą łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo -jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść -miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą... Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwerężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową! spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda, zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy... Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: , - ...Tu się zadomowisz, tu oporządzisz; będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu... pracę ci, choć mozolną, dam - mówiła dalej puszcza. - Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi... Przemówiło to do niego. Został. Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku "pod łódką". Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia. Jeszcze później związał się z jakąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa... Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza... Minęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej - jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu nabrawszy wody w miejscu stanęła - nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią... Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie - Łódką... Uważasz, że ktoś się myli? lub
Niedawno Łódź obchodziła rodziny. Nasze miasto nie ma tak bogatej tradycji jak chociażby Kraków. Istnieją jednak ciekawe łódzkie legendy na kolejnych slajdach archiwum Dziennika Łódzkiego/archiwum Muzeum Miasta ŁodziNiedawno Łódź obchodziła rodziny. Nasze miasto nie ma tak bogatej tradycji jak chociażby Kraków. Istnieją jednak ciekawe łódzkie legendy. Jedna z nich mówi o Januszu. Czy to on został pierwszym mieszkańcem Łodzi? Miał to być chłop, który mieszkał w okolicach grodu łęczyckiego. Od dziecka był jednak krnąbrny. Nie okazywał posłuszeństwa rycerstwu, panom, duchownym. Być może to spowodowało, że opuścił rodzinną wieś. Ruszył w górę rzeki Bzury. Część drogi pokonał łódką, część pieszo. Z czasem dotarł do rzeki zwanej Starą Strugą, czyli do dzisiejszej Łódki. Wokół była ogromna puszcza. Z trudem, odpychając się wiosłem od płytkiego dna dopłynął w okolice dzisiejszego Rynku Staromiejskiego. Tam musiał zakończyć podróż łódką. W płytkiej wodzie było pełno kamieni. Nie mógł już płynąć dalej. Jak głosi legenda, wyciągnął na brzeg łódkę, wszedł na pobliski pagórek i zaczął przygotowywać się do noclegu. Ale rozpoczęła się ulewa, zaczęło grzmieć. Janusz wyciął kilka drzew, na nich oparł swoją łódkę i pod nią znalazł schronienie. Zmęczony podróżą usnął. Gdy się rano obudził usłyszał dziwne Tu się zadomowisz. Tu oporządzisz. Będzie nam z sobą dobrze. Żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu - przemówiła do niego puszcza. - Pracę ci, choć mozolną, dam. Nie poskąpię drzewa na budulec, ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi . I Janusz został w tym miejscu. Początkowo dom stanowiła odwrócona łódka. Z czasem zbudował sobie chatę, założył rodzinę. Jego żoną została dziewczyna ze wsi Widzew. Urodziły się im dzieci. Miejsce, w który osiadł zaczęto nazywać Lodzią, a potem stała się Łodzią. Tę legendę opisali w książce „Łódź w baśni i legendzie” Anna Kotecka i Tomasz Walczak. Podali też inną opowieści, jak choć tę związaną z powstaniem ul. Piotrkowskiej. W Łęczycy, w pracowni geometry Leśniewskiego przygotowywano plany i mapy osad fabrycznych, nowych miast. Jego uczniem był niejaki Leszczyński, młodszy geometra. Pracy mieli bardzo dużo. W samej Łodzi musieli opracować plany kilku osad fabrycznych. Geometra Leszczyński był przystojnym mężczyzną i spodobał się córce łódzkiego aptekarza. Dziewczyna wiedziała, że interesuje się folklorem, lubił chodzić na wiejskie zabawy. Ona też tam się pojawiała przebrana za dziewczynę ze wsi lub prządkę. Leszczyński był zachwycony tajemniczą dziewczyną. Pomyślał więc, że jej portret pojawi się w planie szkicowanej właśnie osady. Głową dziewczyny był Nowy Rynek, czyli pl. Wolności. Jej długie, ciemne warkocze stanowiły obecne ul. Pomorska i Legionów. Szyją był fragment ul. Piotrkowskiej do ul. Narutowicza. Dzisiejsza ul. Narutowicza i Zielona to zapracowane dłonie łódzkiej prządki. Jej serce to pałac Heinzlów, czyli budynek w którym mieści się teraz Urząd Miasta. Nogi dziewczyny to ul. Rzgowska i Pabianicka. Inna z legend mówi, że do Łodzi przyjechał z Łęczycy kuzyn diabła Boruty. Nazywał się Węsad, był zły i pazerny. Podobno do Łodzi wysłał go jego słynny kuzyn Boruta. Stwierdził, że Węsad będzie miał tam wiele zajęć i przyjemności. Do Łodzi przyjeżdża dużo ludzi, by zdobyć pracę. I diabeł może popsuć im humor. Boruta kazał Węsadowi siać nieszczęście wśród robotników. Poza tym Węsad był bardzo ciekaw, jak wygląda praca w łódzkiej przyjechał do Łodzi, to poczuł się tu bardzo dobrze. Pomyślał, że trafił do gorszego piekła niż jego Biedne domy, zaśmiecone ulice, czarny dym unoszący się nad miastem.... - zachwycił się diabeł Węsad. Jak czytamy w książce „Łódź w baśni i legendzie”, Węsad podszedł do fabryki Karola Scheiblera. Powiedział, że po okazyjnej cenie może mu sprzedać cudowne maszyny, które napędzała para. Parowe maszyny zamontowano w fabryce łódzkiego króla bawełny. Tak jak radził mu kuzyn Boruta, zaczął siać nieszczęście wśród robotników. Ci uznali bowiem, że te maszyny zamontowano specjalnie, tak by ich wyrzucić na Przez te maszyny i czorta, który je tu sprowadził nasze dzieci będą głodować! - krzyczeli robotnicy. CZYTAJ INNE ARTYKUŁYKrzysztof Rutkowski śpi z rewolwerem i różańcem przy łóżku. Zobacz, jak mieszka! Ślub Malwiny Smarzek. Zobaczcie zdjęcia z uroczystości!Najniebezpieczniejsze miasta i powiatyWyjątkowo ciepły grudzień a jaka będzie zima? Kobiety poszukiwane przez policję. Zobacz zdjęciaNajpiękniejsze pary na Pol'and'Rock Festivalu [GALERIA]Legenda głosi, że któregoś dnia podeszli do maszyny parowej. By czuć się pewniej, mieli ze sobą święte obrazy i sztandary z kościoła. W środku zobaczyli małą, czarną postać, która na ich widok zaczęła chichotać. Robotnicy rzucili się na diabła. Przy okazji zaczęli niszczyć wszystko, co znajdowało się w fabrycznej hali. Ich największym wrogiem był jednak „parowy potwór”. Zaczęli rozkręcać maszynę. Ale rozległ się wybuchł, maszyna zaczęła zionąć w kierunku robotników parą. Ich protest na nic się zdał. Scheibler nie zerwał „paktu z diabłem”. A Węsad szybko zaskarbił sobie kolejnych fabrykantów z Łodzi, u których pojawili się kolejne maszyny parowe. Nieżyjący już łódzki przewodnik Bogusław Zawadzki opowiadał historię o tajemniczym kamieniu z Widzewa. Podobno mieszkańcy tej dzielnicy przekazywali sobie ją z pokolenia na pokolenie. Ta legenda jest związana z widzewską parafią św. Kazimierza oraz fabrykantem Oskarem Konem, jednym z właścicieli Widzewskiej Manufaktury. Widzew rozwijał się przemysłowo. Powstawały nowe fabryki jak wspomniana Wi-Ma i „Ariadna”. Mieszkało tu też coraz więcej ludzi. Brakowało tylko kościoła. Juliusz Kunitzer, twórca Widzewskiej Manufaktury, człowiek który przyczynił się rozwoju Widzewa, nie był lubiany przez robotników. Traktował ich surowo i płacił najniższe stawki. Ale to właśnie on zaczął myśleć o tym, by zaspokoić potrzeby duchowe robotników i wybudować dla nich Pod koniec XIX wieku sporządzono projekt budowy kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - opowiadał nam przed laty Bogumił Zawadzki. - Jego projekt sporządził architekt Stefan Lemeńe, ten sam który projektował kościół św. Katarzyny w Zgierzu. Nigdy go nie 1900 r. Juliusz Kunitzer kupił pawilon z wystawy przemysłowej, która miała miejsce w parku im. Staszica. Mający 86 metrów długości, 17 metrów szerokości i 8 metrów wysokości drewniany budynek przeniesiono na plac na WidzewiePolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
legenda o łodzi janusza